Piszę szybko, za szybko, kompulsywnie nawet, ale nie mam wyjścia, jestem bezradny, nie pytam co mam robić, bo nie możesz mi pomóc. Chyba. Piszę dalej. Dawniej ludzie piszący na maszynie musieli nieźle walnąć palcem w klawisz. Z całej siły, z nadgarstkiem ułożonym pod odpowiednim kątem, nie za nisko, nie za wysoko – inaczej zahaczysz o inne klawisze, wahadła na siebie wpadną i poblokują wzajemnie. Wyobrażam sobie ich, tych ludzi, ich zdarte do krwi palce wybijające bez przerwy nowy tryb, nowy układ liter, chmurę bezsensownych zlepków liter, nową melodię rutynowego pukania. W porównaniu do nich na dzisiejszej klawiaturze komputera sunie się gładko, jak po szklanej tafli zamarzniętego jeziora, lub – gdy masz ciut bardziej wypukłe klawisze – niczym muskani fali spienionego oceanu. Ale to iluzja. Palce mam obdarte, opuchnięte i poobijane. Moje nadgarstki są zdrętwiałe i sztywne, kark obolały, plecy zgarbione. Ale to nie ma teraz znaczenia, powtarzam sobie. Internet jako ósmy cud świata pomoże mi znaleźć Zgubę. Zamieszczam informacje na forach, portalach, internetowych stronach z wszelkimi newsami. Ponieważ zgubiłem Dziewczynę.
Okiem wyobraźni przenoszę do tamtej chwili – zatłoczona i wąska uliczka wyłożona zniszczoną po wielu latach kostką brukową. Słońce wpada do morza, rozchlapując na wodzie pomarańczowe, czerwone i żółte plamy, a drzwi większości sklepów zostają już zamknięte. Właśnie wychodziliśmy ze starej księgarni. Ja przy niej, ona przy mnie. Kochała to miejsce. Zapach książek krzyczał wstydem zagubionego wczoraj. Mówiła, że jest jej Domem, że się tam wychowała, że wracać tam mogłaby bez przerwy. Więc wracała. Ze mną u boku, bo ją kochałem. Bo ją kocham. A potem zniknęła, wyparowała, jakby nigdy nic. Zaginęła. A może uciekła? Byłem raczej dobry; kupowałem jej zakładki, nowe regały. Nigdy nie zaginałem rogów, nigdy nie plamiłem kartek, czasami tylko zaznaczałem cytaty, ale z tego powodu raczej by nie uciekła. Cóż za irracjonalna myśl. Ołówek HB przecież tak łatwo się ściera.
Świat jest kolebką chciwości i chęci posiadania, a ludzkim wyznacznikiem postępowania, jest zazdrość. Uprowadzili ją. Ktoś zwęszył to, że miałem ostatni egzemplarz w mieście – i to w twardej oprawie. Szlacheckie wydanie, De Luxe, Golden, czy coś w tym rodzaju. Dodatkową pokusą była jej uroda, wcale nie banalna, przecudowna, ale nie to jest ważne. Ma bowiem jeszcze piękniejsze wnętrze, jest intrygująca i przyciąga wszystkich swoją skłonnością do humoru i stylem. Wszyscy ją uwielbiali. Niespodziewane momenty, kiedy zaskakiwała nie tylko nas – ale i samą siebie. Przy niej ludzie czuli się inteligentniejsi, wolni, czuli się nieszablonowi, inni, wyjątkowi. Czas spędzony z nią zawsze był przyjemnością, fascynującą i doskonałą, a przynajmniej dążącą do doskonałości. Byłem pełen zachwytu jej wdzięku i tajemniczości. Skusiłem się więc i zaryzykowałem.
Pamiętam dokładnie nasze pierwsze wspólne chwile. Przewracane kartki, słodkie i beztroskie momenty wolności, naprzemienne wypełnione napięciem i groźnym zaostrzeniem akcji. Ale czy tak nie powinna wyglądać miłość? Mimo słabszych momentów, rozumieliśmy się do cna, dlatego marzę by wróciła. By moja Zaginiona Dziewczyna przyjechała bezpieczna, nietknięta, nieuszkodzona. Bo tęsknię za nią. Doręczona kurierem, ale listonosz też jest w porządku. Może być pięknie zapakowana, może być przewiązana wstążką, ale nie musi. Najważniejsze jest to, by była. Myślę o niej w przyszłości. Ze mną. To największy komplement, na jaki stać samoświadomą istotę, kochającą książki.
